Z Lucivny na Osnicę

Prowadzący: Witold Bogacz
Data wycieczki: 11 lipca 2026

Z Lucivny na Osnicę .
W ostatnich tygodniach – każdy wyjazd typowy ,
Szczyty do odznaki , a więc Beskid Wyspowy .
Azymut wciąż swoje tradycje podtrzymuje ,
Wycieczkę do Małej Fatry organizuje .
Wpadł mi więc do głowy pomysł przecież nie nowy ,
Jadę do Małej Fatry – zamiast w Wyspowy .
Szczyt Osnice do zdobycia jest dzisiaj w planie ,
Nigdy tu nie byłem , więc miejsce mi nieznane .
Wyjazd wcześnie rano , tylko z tej przyczyny :
Na miejsce startu trzeba jechać trzy godziny .
Tradycyjny postój w Chyżnem – w połowie drogi ,
Toaleta , kawa , napoje , hot-dogi …
Start z miejsca co zwie się Łuczywna – Lucivna ,
Wjeżdżamy w las tam , gdzie stoi reklama dziwna .
Na dachu przystanku ratrak się znajduje ,
Pobliski wyciąg narciarski on reklamuje .
Mostek na Zazrivce – tu się ustawiamy ,
Tradycyjne zdjęcie „startowe” wykonamy .
Wzdłuż rzeczki , żółtym przez chwilę się poruszamy ,
Przy polanie Lucivna , w prawo w las skręcamy .
Nim piękne widoki z Osnicy zobaczymy ,
Duże przewyższenie pokonać musimy .
Ponad 800 metrów – przewyższenie zdrowe ,
Cały czas wędrówka przez lasy bukowe .
Na pewno wszyscy dojdą , nikt nie zawiedzie ,

Szlak żółty serpentynami przez ten las wiedzie .
Turyści – jak te gąski maszerują zgodnie ,
Dzięki serpentynom , podchodzi się łagodnie .
Każdy idzie inaczej – z tego więc wynika ,
Witek i szybsi na czele , Mariusz – zamyka .
Po stromym podejściu , większość jest potem zlana ,
Wreszcie się pokazuje rozległa polana .
Polany dla pasterzy były zawsze w cenie ,
Powstały przez wypalanie lasu – cyrhlenie .
Stosowali metodę starą , nie nową ,
Określali ją – gospodarką żarową .
Na polanie , przez chwilę wędrówki ustały ,
Bo stąd , na Osnicę jest już widok wspaniały .
Taki wspaniały krajobraz cieszy człowieka ,
Lecz na szczyt , jeszcze kawał wędrówki nas czeka .
Na polanie widzimy wspaniałe kwiaty ,
Przeróżne – wybór wśród nich jest przebogaty .
Jaskier , rumianek , niejeden storczyk zachwyca ,
Pokazała się również „wierzbówka kiprzyca” .
Piękne naparstnice kwitną na tej łące ,
Lecz trzeba uważać , te kwiaty są trujące !
Wielki jak pięść „oset” pięknie się prezentuje ,
„Ostrożeń głowacz” tylko w Fatrze występuje .
Chodząc po górach widzimy to wiele razy ,
Te stworzone przez naturę „kwietne obrazy” .
Wszyscy te cudowne „obrazy” podziwiamy …

Teraz skrajem polany na szczyt zmierzamy .
To czasochłonna wędrówka , nie jakieś tam „hop” ,
Nim wreszcie osiągniemy Strungovy Prislop .
Niektórzy do trasy trochę dołożyli ,
Bo przed Strungovym Prislopem szlak zgubili .
Tu na przełęczy – jedni się nawadniają ,
Drudzy – (w tym Irina) , obtarcia zalepiają .
Po krótkiej przerwie , szlakiem niebieskim ruszamy ,
Dwieście metrów w górę jeszcze do przejścia mamy .
Wciąż wspinaliśmy się po ukwieconej łące ,
Lecz podejście było dosyć wymagające .
Wszyscy stawiali bardzo ostrożne kroki ,
Równocześnie patrząc na wspaniałe widoki .
Tatry i Fatra , Velky Rozsutec – szczytów moc ,
Stoh … a z drugiej strony widoczny Velky Choc .
Przy tej pogodzie daleko wzrokiem sięgamy ,
Patrząc na widoki – Osnicę zdobywamy .
Na szczycie w pachnących trawach odpoczywamy ,
Trzy kwadranse na resztę grupy czekamy .
Przy tabliczce robimy zdjęcie grupowe ,
I wszystkie „turysty” , do zejścia są gotowe .
Wciąż niebieskim , łąką i lasem schodzimy ,
Na wprost , cały czas Velky Rozsutec widzimy .
Kiedy wreszcie Sedlo Osnice osiągamy ,
Niewielkie stado brązowych krów mijamy .
Nie wiem – czy Witek tak bardzo krowy lubi ?

Złą drogę wybiera , prawidłowy szlak gubi !
Wszyscy głośno krzyczymy , do niego dzwonimy …
Zreflektował się ! Wraca , z oddali widzimy .
Tłumaczy , że zwiodły go jakieś leśne trolle …
Dziesięć minut niebieskim – Sedlo Miedziholie .
Stąd na „ludziki” na Rozsutcu spoglądamy ,
Szlak zielony do Stefanovej wybieramy .
Zejście do Stefanovej – podają , jest trudne ,
Stromo – 500 metrów w dół , równocześnie nudne .
Dawniej tego nie było , teraz dla wygody ,
Zrobiono turystom podesty i schody .
I choć pozostał charakter leśno-łąkowy ,
Szlak którym idziemy , jest jakby całkiem nowy .
Trzy i pół kilometra – to dużo czy mało ?
Ale strome zejście ponad godzinę trwało .
Kiedy szlak zielony w Stefanovej kończymy ,
Do Koliby pod Rozsutcom zaraz wchodzimy .
Przy stolikach , w podgrupach dyskusja ożywa ,
Jemy kapuśniak i pijemy kufle piwa .
Kofola i piwo stawiają nas na nóżki ,
Niektórzy turyści zamawiają haluszki .
Przy kuflu piwa oraz przy smacznej strawie ,
Są różne opowieści , robi się ciekawie .
Witek „polevkę kapustovą” zajada ,
Oraz o szlaku Jakubowym opowiada .
(Z dwoma kolegami do Porto się wybrali ,

Dwa tygodnie do Compostelli wędrowali .)
Ci co poszli na Rozsutec , też nie zawodzą ,
Wszyscy do Stefanovej na czas dochodzą .
Już nic więcej do roboty tutaj nie mamy ,
Na dziewiętnastą do Nowej Huty wracamy .

Waldemar Ciszewski – 11.07.2026 r.

Przewijanie do góry