Koskowa Góra czyli We mgle

Data wycieczki: 14.02.2026

Zimowe eskapady mają swój urok. To samo można powiedzieć o naszej sobotniej wędrówce Głównym Szlakiem Beskidu Średniego z Makowa Podhalańskiego. Można… ale trzeba będzie uwierzyć na słowo, bo wszechogarniająca mgła znacząco utrudniała dostrzeżenie tego uroku. Co nie znaczy, że go nie było. Często swoje sprawozdania rozpoczynam od stwierdzenia, że zaczęliśmy od wspinaczki na… i tu następuje nazwa szczytu. Nie tym razem – ta wycieczka była doskonale skrojona pod panujące warunki – ni to zimowe, ni to jesienne. Leżało trochę śniegu obok ścieżek, trochę lodu na ścieżkach, trochę padało, trochę nie padało, tylko mgły było bądź ile. Było trochę podejść, ale niczego, co można by określić wspinaczką. Taka trasa dla każdego. Zaczęliśmy od zrobienia zdjęcia przed biblioteką w Makowie Podhalańskim i ruszyliśmy w drogę. Lekko podchodząc minęliśmy najpierw Stańkową, gdzie odchodzi czarni łącznik w stronę Makowskiej Góry, potem Ostrysz i doszliśmy pod Przysłopski Wierch. Tzn. chyba minęliśmy i chyba doszliśmy, bo w tej mgle to żadnej pewności nie było. Przysłopski Wierch to jeden ze szczytów zaliczających się do Korony Beskidu Myślenickiego, zatem w kilka osób zdecydowaliśmy się na odbicie ze szlaku, by osiągnąć wierzchołek. Zrobiliśmy zdjęcia przy tabliczce szczytowej, którą mimo mgły o dziwo udało nam się znaleźć i ruszyliśmy w dalszą drogę. A tej przed nami było już niewiele, bo za chwilę z mgły wyłoniły się zabudowania przysiółka Majdówka. Swoją drogą nawet we mgle było widać w jakim tempie zabudowują się polskie góry. Miejsce, jeszcze parę lat temu dość odludne z pojedynczymi chałupami, stało się pełnowymiarową wioską z asfaltem i wszystkim tym, czego w górach nie lubię. Co zrobić – takie signum temporis . No ale nic, idziemy dalej, dochodząc do wieży przekaźnikowej pod Koskową Górą. Tam kolejne odbicie, by zdobyć kolejny szczyt i zrobić kolejne zdjęcie do tejże samej odznaki. Tym razem nie poszło mi już tak dobrze. Mimo że już tam nie raz byłem, w tej mgle minąłem tabliczkę, choć drzewo z tabliczką jest nie więcej niż 10 m od szlaku. Taka była mgła. No, ale trochę pokrążyliśmy po okolicy i jest – udało się. Teraz to już mamy naprawdę blisko. Mijamy kapliczkę pod Koskową Górą i nie dochodząc do Parszywki, skręcamy na południe, by za chwilę znaleźć się we Wrzosowym Dworze. To naprawdę superwypasiona knajpa z bogatym menu i smacznym żarełkiem. Przyznam, że aż mnie zastanawia z czego taka knajpa na takim odludziu utrzymuje się? Pewnie z imprez, bo turystów to tu raczej zbyt wielu nie dociera. Zdecydowanie nie jest to lokal na każdą kieszeń. Na naszą jest i wszyscy siadamy. Wprawdzie to walentynkowa sobota i duża część stolików jest zarezerwowana, ale dopiero od popołudnia, a my aż tyle czasu nie mamy. Tym bardziej, że stroma, wąska i lekko oblodzona droga uniemożliwiła kierowcy naszego busa dojechanie pod lokal. Póki jeszcze widno – ruszamy. Czeka nas zejście do Bogdanówki. Daleko nie jest. Można iść asfaltem, można leśnym skrótem – tak czy owak w pół godzinki jesteśmy pod busem. Stoi – jakżeby inaczej – we mgle. Ale że przy drodze, to udało nam się go nie ominąć. Wszyscy dotarli na czas, więc wracamy do Miasta, czy gdzie tam kto mieszka i tym sposobem kończymy pierwszy etap żółtego szlaku. W momencie, gdy to piszę, prognoza na nadchodzącą sobotę, na kiedy to przewidziany jest kolejny etap szlaku, zapowiada się entuzjastycznie. Nie będzie mgły, nie będzie deszczu, za to będzie wiosennie i słonecznie. Toteż w imieniu swoim, Mariusza, Witka i całego klubu Azymut zapraszam na kolejny etap… o ile są jeszcze miejsca Warto.

Przewijanie do góry